Siła spokoju

16:29, 20 września 2011

 

W przemyśle kinematograficznym, w którym królują hollywoodzkie produkcje bardzo ciężko zwykłemu zjadaczowi chleba dostrzec wartościowe filmy. Tylko wytrwały i wymagający widz jest w stanie sięgnąć po obrazy, które pokazują coś innego niż krew, gwałt, efekty specjalne i szybkie samochody. Jednak czasem, nawet fanom dobrego kina trzeba delikatnie zasugerować coś, co poruszy ich „filmowe” zmysły.

Takim filmem, który z pewnością wart jest naszej uwagi i poświęconego mu czasu jest „Zobacz online na ekino.tvObejrzyj zwiastun onlineYip Man”. Film biograficzny przedstawiający historię Ip Man'a , legendarnego chińskiego mistrza kung fu, który był nauczycielem między innymi takich sław jak Bruce Lee. Akcja obrazu wyreżyserowanego przez Wilsona Yip rozgrywa się w latach 40. XX wieku, w czasach okupacji Chin przez Japonię. Film opowiada o losach mistrza uprawiającego mało popularny ówcześnie styl kung fu zwany Wing Chun, w którego wcielił się Donnie Yen. Ukazuje jego życie na krótko przed wybuchem II Wojny Światowej oraz zaraz po zajęciu Chin przez Japończyków.

Jedną z wielu zalet filmu jest jego początek, w którym widz, spragniony mocnych wrażeń i akcji, zmuszony jest czekać na poznanie głównego bohatera. Nie jest to jednak nudne prześlizgiwanie się klatka po klatce w oczekiwaniu na rozwój wypadków. Jest to czekanie pełne napięcia, emocji i zdziwienia. Wśród widowiskowych scen walki, które możemy oglądać na początku filmu nie ma bowiem Yip Mana, o którym każdy z pozostałych mistrzów mówi: „…jeśli chcesz być prawdziwym mistrzem sztuk walk i znać swą wartość, być szanowanym i docenianym przez ludzi, to zmierz się z Yip Manem”.

Głównego bohatera poznajemy wraz z rozwojem wypadków. Jest to jednak duży plus, ponieważ uważny widz przez te kilkanaście minut filmu może przyjrzeć się walorom estetycznym filmu takim jak kostiumy, charakteryzacja, czy odtworzenie prowincjonalnej rzeczywistości. Wszystko to dopracowane w najmniejszych szczegółach sprawia, że „Yip Man” to nie podrzędny, niskobudżetowy film klasy B (jak produkcje z udziałem Bruce'a Lee), a jeden z lepszych filmów traktujących o sztukach walki.

Na pochwałę zasługuje również gra samego Donnie Yen. To właśnie jego niezwykłe umiejętności, zarówno aktorskie, jak i sportowe sprawiły, że opowieść o niepokonanym mistrzu sztuk walki zyskuje na wiarygodności. Aktor znakomicie połączył zewnętrzną niepozorność i skromność mistrza z jego potężną siłą fizyczną i niezwykłymi umiejętnościami, jakimi Yip Man wówczas dysponował. Dzięki temu widz z uwagą i zapartym tchem śledzi rozwój wypadków, a zwłaszcza sceny walki z udziałem mistrza.

Ci, którzy szukają tu zwykłego „mordobicia” mogą ze spokojem zakończyć czytanie tej recenzji, ponieważ nie znajdą tu czegoś takiego. Na odbiór tego filmu składa się przede wszystkim jego wielowątkowość. Widzimy tutaj nie tylko ciekawie nakręcone sceny walki, czy biograficzne losy Yip Mana. Obserwujemy również kraj pod rządami Japończyków, stosunki panujące między poszczególnymi mistrzami sztuk walki, czy chociażby stosunki w samej rodzinie głównego bohatera, które diametralnie zmieniają się po wybuchu wojny. Widzimy także samą przemianę Yip Mana, dla którego już nie treningi, ale zapewnienie bytu swoim najbliższym staje się najważniejsze.

„Yip Man” to film przede wszystkim o tym, że w życiu kierujemy się różnymi pobudkami. Miłością do ojczyzny, miłością do bliskich, lojalnością, przyjaźnią, a często zwykłym impulsem, który skłania nas do działania. Dzięki niezwykłym kreacjom aktorów, mało znanych w hollywoodzkim przemyśle, widz może zrozumieć postępowanie i wczuć się w sytuacje, w których znaleźli się bohaterowie przez nich odgrywani.

Obraz Wilsona Yip to film akcji, który czasem nas rozśmieszy, czasem zszokuje, a czasem zasmuci. Zakończenie z pewnością zaskoczy niejednego widza, a przesłanie płynące z ekranu i wewnętrzna siła głównego bohatera niejednego skłonią do działania.

Autor: Gość

Wszelkie prawa zastrzeżone

© 2011 klaps.pl