W stylu retro

12:54, 12 października 2011

 

Dla wielu osób nazwisko Nicolas Winding Refn jest całkowicie obce i anonimowe. Jednak niektórzy zaliczają tego duńskiego reżysera do czołówki i stawiają obok takich sław jak Quentin Tarrantino. Dlatego na jego pierwszy amerykański film, w którym dostał zdecydowanie większy budżet i kapitalnego Ryana Goslinga, czekali z zapartym tchem.

Jeśli oczekujecie wartkiej akcji, szybkich samochodów, pościgów omijających wszelkie zasady fizyki i strzelanin okraszonych efektami specjalnymi, to od razu zaznaczam, że nie znajdziecie tego w tym filmie. Pomimo znaczącego tytułu „Drive” to film stonowany, miejscami nierówny. Melancholijny klimat i romantyczna natura głównego bohatera mieszają się w nim z brutalnymi scenami, krwawymi bijatykami i pościgami ulicznymi. Wszystko to zostało oprawione znakomicie dobraną muzyką w stylu elektro-pop i świetnymi zdjęciami.

„Drive” to obraz, który przypomina połączenie GTA z Love Story. Już w czołówce widać w nim atmosferę filmów z lat 80. Trudny, ciężki i melancholijny nastrój idzie w parze z lekko wyczuwalnym kiczem. Jednak nie przeszkadza to w odbiorze, a nawet oddaje to klimat panujący w latach 80. Pierwszy najazd kamery, który z góry pokazuje sieć dróg przemierzanych nocą przez samochód głównego bohatera, sączący się z głośników elektro-pop i różowe, tandetne napisy. Wszystko to ma wprowadzać widza w atmosferę filmu.

A jaki jest sam bohater? Driver (Ryan Gosling), introwertyczny, zamknięty w sobie, nieufny. Jego prosta i romantyczna dusza została skonfrontowana ze światem pełnym przemocy, brutalnych morderstw i agresji. Jest intrygujący, odzywa się monosylabami, a kiedy już mówi jego język jest nieskomplikowany, prosty i jak on sam, tajemniczy. Niczym szlachetny rycerz w lśniącej skórzanej kurtce, z wiecznie wciśniętą w zęby wykałaczką ratuje z opresji sąsiadkę, piękną jak anioł Irene (Carey Mulligan), w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia.

Jednak pod skórą samotnego i zamkniętego w sobie rycerza, kryje się rozmiłowany w przemocy brutal. I choć Driver czyni wszystko, by pomóc ukochanej nie wiemy już, czy robi to z miłości do niej, czy z umiłowania przemocy i agresji. Bohater jest sam w sobie skomplikowany, zawieszony pomiędzy wzorcami zaczerpniętymi z brutalnej popkultury, a własną, romantyczną duszą.

Na szczególną uwagę w filmie zasługuje znakomicie dobrana muzyka. Wypełnia ona wszystkie sceny, w których, nie oszukujmy się, dialogi nie są mocną stroną lub nie ma ich wcale. Refn postawił na gesty, mimikę, mowę ciała i elektryzujące spojrzenia. Muzyka jest tego znakomitym dopełnieniem.

W filmie brak zabójczego tempa, choć obfituje w brutalne i krwawe sceny. Widz może być częściowo zirytowany przydługimi ujęciami i wyjątkowo skromnymi dialogami, lecz od razu zaznaczam, że „Drive” nie jest filmem akcji pełnym spektakularnych pościgów. Już na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to typowo amerykańskie kino i jasne jest, że stoi za nim ktoś reprezentujący inną kulturę filmową, bez epatowania widowiskowością, dramatycznymi scenami akcji i mocnymi dialogami.

„Drive” ogląda się z zaciekawieniem, choć na początku widz może się niecierpliwić. Ważne, by pamiętał, że jest to dramat o młodym mężczyźnie żyjącym na krawędzi. Nie jest to produkcja w stylu film „Zobacz online na ekino.tvObejrzyj zwiastun onlineTransporter”, czy „Zobacz online na ekino.tvObejrzyj zwiastun onlineSzybcy i wściekli”. Mimo melancholijnego charakteru film trzyma w napięciu, podobnie jak kapitalny „Bullitt”. Znakomita muzyka oraz doskonałe ujęcia świetnie oddają klimat i atmosferę tego filmu.

Autor: Gość

Wszelkie prawa zastrzeżone

© 2011 klaps.pl